W końcu podjęłam bardzo ważną decyzję odnośnie porodu, a konkretnie szpitalu, w którym mam zamiar rodzić. Karolinkę urodziłam w szpitalu w naszej miejscowości, ale z perspektywy czasu wcale nie jestem zadowolona z tego w jaki sposób pokierowany został mój poród, wiele mam do zarzucenia personelowi i warunkom szpitalnym. Historię mojego pierwszego porodu możecie przeczytać TU. Tak w skrócie napiszę tylko, że niestety w naszym szpitalu zazwyczaj leży się cały poród, podpiętym pod KTG bez możliwości wstania, zmiany pozycji itd. Nie jest to normalne. Nie ma możliwości chodzenia, skakania na piłce, wyboru pozycji do rodzenia. Nie ma znieczulenia, nie ma ochrony krocza, a sala porodowa jest 3 osobowa oddzielona przesuwanymi drzwiami, przez które wszystko słychać. Chyba już wystarczy, prawda? Wydaje mi się, że to wystarczające powody ku temu, aby móc wybrać to co lepsze.

Za radą mojego lekarza i po usłyszeniu opinii koleżanek, które tam rodziły wybrałam szpital w innej miejscowości, do którego mamy godzinę drogi. Wiem, że to kawał drogi, ale mam nadzieję, że uda nam się dojechać na czas, że nie spanikuję i nie stwierdzę, że jednak tam nie jadę oraz że trafię w ten idealny moment i nie zgłoszę się za wcześnie jak to było w pierwszej ciąży. Teraz już wiem jak powinny wyglądać bóle porodowe, więc chyba nie pomylę ich z niczym innym. Oby ;)

Dwa tygodnie temu pojechaliśmy zobaczyć ten szpital, raz w miesiącu można "zwiedzić" porodówkę i gdy zobaczyłam sale porodowe, które są jednoosobowe, dobrze wyposażone, przytulne i nowoczesne, to zapragnęłam rodzić właśnie tam. Tym bardziej, że mam w planie rodzić z jogą. Jeśli wszystko będzie dobrze, poród będzie fizjologiczny to chcę korzystać z metod jogi, które opisuje książka "Joga na czas ciąży i porodu" Dorothy Guerra, która jest instruktorką jogi i doulą. Nawet jeśli wcześniej nie trenowałyście jogi, a chcecie urodzić naturalnie, to polecam tę książkę. Zobaczycie w jakich pozycjach ból jest mniejszy, jakie pozycje sprawią, że poród zacznie postępować szybciej i co sprawi, że poczujecie się lepiej. Jestem bardzo ciekawa czy uda mi się w tym całym porodowym zamieszaniu zastosować się do tych zasad i z pewnością Wam później wszystko opiszę.

https://www.ceneo.pl/30375789

Poza tym spakowałam w końcu torbę do porodu. Musiałam to bardzo poważnie przemyśleć, bo ze względu na odległość nie będę mogła prosić męża o to, aby "skoczył szybko" po coś do domu. Ale też nie wymyślałam za bardzo i spakowałam najpotrzebniejsze rzeczy. Każdy szpital powinien mieć na swojej stronie listę rzeczy potrzebnych do i po porodzie, ale zaraz zamieszczę Wam swoją listę.
  1. Karta ciąży
  2. Karty informacyjne z poprzednich pobytów szpitalnych
  3. Aktualne wyniki badań
  4. NIP pracodawcy
  5. Wynik posiewu z przedsionka pochwy i odbytu w kierunku paciorkowców B - hemolizujących wykonanego po 35 tygodniu ciąży
  6. Wynik badania grupy krwi i Rh (oryginał)
  7. Dowód osobisty
  8. Kilka koszul na zmianę (niewskazane są piżamy)
  9. Środki do higieny własnej
  10. Kubek,  sztućce
  11. Podpaski
  12. Szlafrok i kapcie 

Jutro rozpoczyna mi się 35 tydzień ciąży. Zaczęłam więc już takie konkretne przygotowania. Kupiłam pampersy, różne artykuły higieniczne i już większość rzeczy chyba mam. Chociaż jak to napisałam, to muszę się jeszcze raz zastanowić, aby nic nie pominąć. Łóżeczko zamówione, czekamy aż przyślą. Wybraliśmy białe bukowe, takie najprostsze w sumie. Samopoczucie nadal mam bardzo dobre, joga cały czas mi towarzyszy i żadne ciążowe dolegliwości typowe dla trzeciego trymestru mnie nie męczą. Jedynie wieczorami jest mi ciężko i czasem nie mogę sobie znaleźć miejsca, a w nocy ze spaniem bywa różnie, bo wybudzam się kilka razy na sikanie. Ogólnie nie jest źle ;)

Mieliśmy też sesję ciążową. Niestety pogoda nie bardzo nam sprzyjała, ale i tak zdjęcia wyszły piękne i z pewnością będziecie mogli je zobaczyć między innymi na moim Instagramie. Za obiektywem oczywiście stanęła moja przyjaciółka Magda, której w kwestii zdjęć mogę zawsze zaufać, bo zawsze wychodzą przepiękne http://photographedbym.pl/

http://photographedbym.pl/
Postanowiłam, że na tym etapie spokojnie mogę już porównać do siebie obie ciąże. Więc po kolei.

Dolegliwości ciążowe:
W ciąży z Karolinką w pierwszym trymestrze męczyły mnie mdłości, ale raczej nie wymiotowałam. Ciągle chciało mi się spać i zdarzało się, że ucinałam sobie po południowe drzemki, a o 22:00 już dawno spałam. Pod koniec ciąży puchły mi nogi i stopy, ale może to też dlatego, że pod koniec maja były naprawdę gorące dni. Tym razem od jakiegoś 7-8 tygodnia cierpiałam strasznie, nie dość, że mdłości, to jeszcze wymioty strasznie mnie wymęczyły. Wymiotowałam praktycznie po wszystkim, po słodkim i słonym. Nic mi nie pomagało i w pewnym momencie zwróciłam się o pomoc do lekarza, aby coś zaradził lekami, ale ostatecznie recepty nie wykupiłam, bo to był jakoś 12 tydzień i po wejściu w 2 trymestr ciąży wymioty i mdłości całkiem minęły. Jednak pierwszych tygodni nie wspominam miło, bo te wymioty były bardzo uciążliwe. Poza tym innych dolegliwości nie miałam. I do dziś w sumie nie mam. Nie bolą mnie plecy, nie mam zgagi, wszystko jest super i mój ginekolog śmieje się, że jeśli zechciałabym zwolnienie, to nie wiedziałby co na nim napisać, tak dobrze leci mi ta ciąża. Czasem zdarzają mi się zaparcia, ale mam na to swoje sposoby. Wystarczy pilnować dietę i wszystko powinno być ok.

Samopoczucie:
W ciąży z Karolinką w pewnym momencie samopoczucie znacznie mi się pogorszyło jak dowiedziałam się, że nie wszystko mogę robić, że muszę się oszczędzać i jak najwięcej odpoczywać. Karolcia trochę za szybko zaczęła się pchać i dlatego musiałam na siebie uważać. Pamiętam, że nie miałam też tyle energii co teraz. Dużo spałam (ale to może dlatego, że mogłam, bo przecież nie miałam dziecka), szybko zaczęłam się męczyć. Teraz jest całkiem inaczej. Przez pierwsze miesiące jeździłam na rowerze, do teraz joguję, energii (jak na końcówkę ciąży) mam naprawdę dużo, czuję się naprawdę super. Oczywiście, zdarzają się gorsze dni, ale z nimi się liczę. Hormony niekiedy dają o sobie znać i wtedy nic mi się nie chce, jestem zła na cały świat i naprawdę jest mi z tym ciężko. Nawet jakiś czas temu miałam taki gorszy czas, ale na szczęście już minął.

Waga i wygląd:
Ciążę z Karolcią zaczynałam z wagą 56 kg i przybrałam naprawdę dużo, bo w 37 tygodniu ważyłam 72 kg i później już przestałam liczyć. Zmieniłam się na twarzy, mam wrażenie, że byłam opuchnięta, a brzuch był przeogromny i jednak całkiem inny niż teraz. Teraz mam taką piłkę i poza brzuchem nie widać różnicy. Owszem poszerzyły mi się trochę biodra, ale jeszcze do niedawna, wiele osób nie zauważało, że jestem w ciąży. Ciążę z synkiem zaczęłam z wagą 55 kg, przy czym przez wymioty zgubiłam 1,5 kg i w 10 tygodniu ważyłam 53,5 kg. Aktualnie w 35 tygodniu ważę niecałe 65 kg, więc to dla mnie świetny wynik. Nie zmieniłam się na twarzy, nie mam obrzęków, dopiero niedawno zaczęłam odczuwać ciężar brzucha i o wiele dłużej byłam sprawniejsza niż w ciąży z córką. Myślę, że głównie jest to spowodowane tym, że jestem ciągle aktywna, że ćwiczę jogę. To na pewno daje bardzo dużo. Dlatego zachęcam Was, jeśli możecie to bądźcie aktywne również w ciąży.

Ruchy dziecka:
Z Karolcią takie konkretne ruchy poczułam jakoś w 22-23 tygodniu. Teraz było to o wiele wcześniej, bo w 18 tygodniu już czułam ruchy naszego synka. Nie pamiętam za bardzo jak ruszała się Karolcia, ale na pewno mniej niż teraz synuś. Jego kopniaki bywają naprawdę bolesne, a nie pamiętam, żeby wtedy też tak było.

Zachcianki:
Mój ulubiony temat, bo tak naprawdę w ciąży z Karolinką jakoś specjalnie nie miałam zachcianek i śmiałam się, że to jedna wielka ściema. Ciągnęło mnie trochę do słodkiego, szczególnie pokochałam wtedy lody i miałam czasem napad na sok z pomarańczy. Ale żeby były to jakieś dziwne zachcianki, bez których ciężko żyć to nie. Zmieniło się jedynie to, że polubiłam rosół, za którym wcześniej nie przepadałam. Natomiast teraz co jakiś czas mam na coś zachciankę i są to rzeczy niestety niekoniecznie zdrowe, których na co dzień nie jadamy. W pierwszych miesiącach strasznie chciało mi się pasztetowej. Walczyłam z tym kilka tygodni, w końcu się złamałam. Była też zachcianka na konserwę, taką klasyczną tyrolską. W pierwszych tygodniach miałam też odrzut od warzyw, tak jak jem ich naprawdę sporo, to nie mogłam się zmusić, aby zjeść coś zdrowego. Nie wiem z czego to wynika. Za to bardzo smakowały mi tosty z wyskakującego tostera ;) i mogłam je jeść codziennie. Odrzuciło mnie też całkiem od zielonej herbaty, a przez pierwsze miesiące od każdej herbaty i kawy, więc początkowo praktycznie piłam tylko wodę. Ale od 2 trymestru wróciłam do kawy i powoli do herbat. Aktualnie bardzo lubię miętową i pijam jedną filiżankę dziennie, bo chyba więcej w ciąży się nie zaleca. Przez całą tą ciążę mam ochotę na ciężkie sosy mięsne, zupy gulaszowe, pierogi, kopytka. Mogłabym jeść takie rzeczy na okrągło. Do słodkiego raczej mnie nie ciągnie. Ale od jakiegoś czasu strasznie polubiłam suche płatki kukurydziane, koniecznie z firmy Lubella. Nie mogę się oprzeć i codziennie podjadam sobie je w ciągu dnia. Jak teraz o tym piszę, to muszę przerwać i po nie iść, bo nie wytrzymam :)

Jak widzicie dwie całkiem różne ciąże. Nie wiem czy to moje podejście, męskie hormony czy może jeszcze coś innego. A jak było w Waszym przypadku? Podzielcie się swoimi doświadczeniami, z chęcią poczytam :)


Dziś będzie kontynuacja postu wyprawkowego. Pokażę Wam na co zdecydowałam się tym razem. Będą to rzeczy, których nie miałam przy Karolci z różnych względów. W szczególności finansowych, bo były ważniejsze rzeczy do kupienia, takie jak wózek, fotelik samochodowy. Tym razem droższe rzeczy mamy kupione, więc mogę pozwolić sobie na więcej.

1. Szumiacy Miś Wishbear. Myślę, że większość mam zna tego misia. Nie wiem czemu nie miałam go przy Karolci, która uwielbiała spać przy białym szumie. Uspokajał ją dźwięk odkurzacza, okapu, suszarki, wszystkiego co szumiało. Ściągnęłam aplikację na telefon, która imitowała dźwięk suszarki i tak sobie radziłyśmy, ale wiadomo, że z telefonu też trzeba czasem korzystać, bateria się wyczerpuje i w ogóle na dłuższą metę to kiepskie rozwiązanie. Dlatego Szumiacy Miś Wishbear przydałby się wtedy idealnie. Dlatego nawet nie zastanawiałam się nad jego zakupem i uznałam, że musimy go mieć. Mam wersję podstawową, bez sensoru płaczu (uznałam, że i tak będę musiała podejść do dziecka, gdy zapłacze, więc byłby on niepotrzebny). Z pewnością dam Wam znać czy Miś się sprawdził czy też nie. Ale przy wszystkich tego rodzaju gadżetach trzeba pamiętać, że bardzo dużo zależy od naszego maleństwa, które nie wszystko musi akceptować.



2. Nosidełko ergonomiczne Lenny Lamb. Po Karolci mam chustę Little Frog, którą uwielbiam. Jestem jej dużą fanką (K. też była) i mam nadzieję, że synek również będzie się w niej dobrze czuł. Po co mi więc nosidełko? Przede wszystkim z wygody. Zamotanie w chustę wymaga czasu, a czasem potrzebujemy dziecko włożyć już teraz natychmiast. Wtedy nosidło jest idealne. Poza tym nie do końca dobrze opanowałam wiązanie na plecach (ale mam w planach je udoskonalić), więc w tym wypadku nosidło będzie rozwiązaniem idealnym. Dodatkowo mąż będzie mógł nosić synka, bo niestety w chuście nie czuł się komfortowo. Nosidełka mam zamiar zacząć używać, gdy maluch zacznie sam siadać. Wcześniej nie ma to sensu i najlepszym rozwiązaniem dla małego niemowlaka jest chusta. Pewnie za jakiś rok, a może wcześniej zobaczycie na blogu obszerną recenzję z użytkowania nosidełka. Mam nadzieję, że również się sprawdzi.

3. Kołyska. Przy pierwszym dziecku jakoś w ogóle nie myślałam o kołysce. Teraz trochę zmusiła nas do tego sytuacja mieszkaniowa, ponieważ jedno łóżeczko musimy mieć w sypialni na górze, a drugie na dzień na dole. Wiem, że może okazać się, że syn będzie niełóżeczkowy (oby nie! Karolcia była taka pół na pół), ale na coś musieliśmy się zdecydować. Wymyśliłam, że kołyskę będę miała na dzień. Zajmuje mniej miejsca i przypomina trochę gondole, więc mam nadzieje, że będzie przytulna. A łóżeczko standardowo będzie w sypialni. Muszę podać Wam linka do strony producenta kołyski, którą wybraliśmy, bo wyprałam materiały, z których jest zrobiona (kupiliśmy używaną) i mam ją ciągle nie złożoną, aby się nie kurzyła. Tu możecie zobaczyć jaki mamy wzór i jak ona wygląda. Możecie też nieco więcej o niej przeczytać. To nie taka zwykła drewniana kołyska. Ma wibracje, światełka, melodyjki i jak dla mnie jest o wiele fajniejsza niż zwykła. Obym się nie myliła ;) http://www.millymally.pl/pl/oferta/x/p/16/sweet-melody/cream.html
Jej recenzja po użytkowaniu również się pojawi.

4. Łóżeczko. Wybraliśmy najprostsze ze szczebelkami, białe z drewna bukowego. Nie pokażę Wam jakie, bo jeszcze nie jest kupione. Póki co zakup jest w planach ;) Ale jakoś nie możemy się do tego zabrać. Gdy już będzie stało, z piękną pościelą to z pewnością je Wam pokażę :) Co do materaca, to tym razem kupiłam materac piankowy z Ikei. Przy Karolci miałam gryka-pianka-kokos. Nie powiem, sprawdzał się, ale wydaje mi się, że jednak był za twardy. Wiem, że powinien być twardy, ale ta pianka też jest dobra. Nie jest miękka, jest w sam raz. Zresztą chwalę sobie ikeowskie materace, a w końcu to zakup na ok. 2 lata, więc powinien wystarczyć. Och, jeszcze żeby syn chciał spać w łóżeczku ;)

Tu możecie poczytać o wcześniejszym wyborze łóżeczka http://bedemamusia.blogspot.com/2014/01/przed-nami-ciezki-wybor-czyli-zakup.html i materaca http://bedemamusia.blogspot.com/2014/01/wybor-materaca-do-ozeczka.html

5. Otulacze. Też nie miałam przy Karolci, a teraz z perspektywy czasu uważam, że to bardzo ważna rzeczy na początku. Najczęściej dziecko lubi być ściśle owinięte, bo sprawia to wrażenie jakby nadal było w brzuchu mamy. Karolinka bardzo lubiła być otulana i otulałam ją kocykiem, ale tylko dlatego, że nie zdawałam sobie sprawy z tego, że są takie specjalne otulacze. Dla synka mam dwa. Jeden z firmy Wishbear tu odeślę Was do strony producenta, bo ciężko będzie mi pokazać go na zdjęciu http://whisbear.pl/sklep/szczegoly/otulacz-whisbear-cienki-turkus-11/wszystkie Mam też taki zapinany na zamek, nie wiem jakiej firmy, bo dostałam go od koleżanki. Ale wygląda on tak.

A jak wyglądała Wasza wyprawka w drugiej ciąży? A może polecicie mi coś bez czego nie wyobrażacie sobie pierwszych miesięcy z niemowlakiem?
Zapomniałam już jakie te ciuszki są malutkie
Dziś będzie o wyprawce w drugiej ciąży, której kompletowanie znacznie różni się od tej pierwszej. Zakładam z góry, że planujemy drugie dziecko i odkładamy rzeczy po pierwszym, oczywiście te sprawdzone. Bo jeśli pozbędziemy się wszystkiego po pierwszym dziecku to od nowa będzie czekało nas kompletowanie wszystkiego od zera. Czy to takie fajne? I tak i nie. Z jednej strony fajnie jest mieć wszystko nowe i od nowa zacząć planować, a z drugiej jakoś nie mam parcia teraz na ta wyprawkę. Po prostu nie mam czasu, ciąża leci za szybko i cieszę się, że nie muszę stawać przed pewnymi wyborami na nowo, bo już wiem co i jak. Jak pomyślę sobie, że musiałabym od nowa zastanawiać się nad tym wszystkim, to głowa boli. Ale podejrzewam, że są osoby, które to lubią :)

Nim brzuch zasłoni cały świat ;)
U nas sytuacja była jasna, chcieliśmy rodzeństwo dla Karolci, a różnica wieku jaką chcieliśmy mieć to 3-4 lata. Udało się idealnie, różnica będzie wynosić 3,5 roku :) Z tego też względu zostawiałam po Karolince wszystkie ubranka, akcesoria, wózek, fotelik. Jedyne co sprzedaliśmy to łóżeczko, bo nie było już na nie miejsca, a i zmienił nam się gust i chcieliśmy mieć inne. Myślę, że gdybym planowała większą różnicę wieku, to pewnie zamiast gromadzić wszystkie rzeczy stopniowo bym je sprzedawała. Teraz, gdy synek się urodzi mam zamiar na bieżąco wszystko sprzedawać, żeby nie tonąć w masie ciuszków i bobasowych zabawek. Bo później zrobić z tym wszystkim porządek jest naprawdę ciężko.

Tak więc to co zostawiłam i czego nie będę musiała kupować to wózek, fotelik, bujaczek, przewijak na łóżeczko, wanienka i chusta. To z takich rzeczy większych, które akurat przychodzą mi do głowy. Wszystkie macie podlinkowane, wystarczy kliknąć i zostaniecie przeniesieni do postów właśnie na ten temat.

Podlinkuje Wam jeszcze dwa posty w temacie wyprawki, które warto przeczytać.
Mój subiektywny przegląd rzeczy wyprawkowych zbędnych i niezbędnych
Sprawdzona piątka, czyli to co bardzo polecam 

Wracając do tematu. Jako, że teraz będzie syn musiałam uzupełnić mu prawie od zera garderobę. Aczkolwiek czasem kupowałam dla Karolci rzeczy uni lub nawet z działu chłopięcego i uzbierało się tego nawet całkiem sporo. Nie sądziłam, że aż tyle. Ale że będzie to dziecko zimowe, a Karolcia letnie, to musiałam się zaopatrzyć w całkiem inne rzeczy, których przy córce nie potrzebowałam. Ciepłe pajace, kombinezony, śpiworki. Przy kompletowaniu ciuszków postawiłam na wygodę, wiem już z doświadczenia co się sprawdza, więc w komodzie mam dużo różnych body, pajacyków, miękkich spodenek, śpioszków. W pierwszych tygodniach życia takie zestawy w zupełności wystarczą. To nie rewia mody i dziecku, które praktycznie większość dnia leży i przesypia (daj Boże ;)) ma być wygodnie. Nie kuśmy się więc na te malusieńkie słodkie jeansy ;)

Póki co przygotowania do powitania synka wydają mi się być nieco opóźnione. Tak jak przy córce miałam wszystko wcześniej zaplanowane, uszykowane, tak teraz dopiero powoli się do tego zbieram. Najważniejsze jednak, czyli wypranie i ułożenie ciuszków w komodzie już za mną (tym razem prasowanie odpuściłam, bo po prostu tego nie lubię). Wyprałam też różne elementy wózka, fotelika, bujaczka. Wyciągnęłam z piwnicy różne akcesoria, które zostały po Karolci, laktator, jakieś nieużywane butelki (aczkolwiek wierzę, że się nie przydadzą) czy też wkładki laktacyjne, których nie wykorzystałam. 

Można powiedzieć, że coś tam już uszykowane jest ;) pozostała tylko kwestia łóżeczka i innych gadżetów, które zachciała mieć, ale o tym w kolejnym poście :)

A na koniec coś jeszcze, bo mi się przypomniało. Widziałyście jaką piękną serię produktów dla niemowlaków wypuścił ostatnio jeden z dyskontów? Reklamy nie robię, kto rozpozna ten będzie wiedział o jaki sklep mi chodzi. W ofercie były ręczniki z kapturkiem, pieluszki, ubranka, a także coś dla mam staniki do karmienia i bielizna. Nie pamiętam co jeszcze, bo było to dość dawno, ale oferta była naprawdę spora. Skusiłam się na stanik do karmienia, który jest naprawdę wygodny i przede wszystkim ładny. Myślę, że się sprawdzi. Dla synka zaś wzięłam ręcznik kąpielowy z kapturkiem, bo tego nigdy za wiele. Jest miękki, 100% organicznej bawełny. Lubię takie produkty, a jeszcze jak są w ten sposób zapakowane, to od razu jestem kupiona ;)




W czwartek zaczynam 32 tydzień ciąży, a że dawno nic na ten temat nie aktualizowałam, to postanowiłam napisać w skrócie co ciążowego aktualnie się dzieje. Czasu mam niewiele, bo Karolinka ma jakiś kryzys i musiałam ją dziś szybciej odebrać z przedszkola, ale mam nadzieję, że to przejściowe i że szybko o tym zapomnimy.

Przez to, że ostatnio trochę chorowała, byliśmy na wyjeździe i miałam sporo spraw do załatwiania odpuściłam zajęcia jogi z trenerem i ćwiczyłam jedynie w domu. Ale wiadomo, to nie to samo. W szczególności przy dziecku. Niestety, braki od razu zaczęło być widać. Plecy dały się we znaki, zaczęłam szybciej się męczyć i ogólnie samopoczucie znacznie mi się pogorszyło. Mam nadzieję, że w tym tygodniu znów zacznę normalne treningi, bo dzięki temu o wiele lepiej znoszę ciążę i ten trochę cięższy trzeci trymestr.

Muszę powiedzieć, że ogólnie nie jest źle, chociaż już brzuch powoli zaczyna mi ciążyć, mimo że jest mniejszy niż w poprzedniej ciąży. Szczególnie trudne bywają wieczory, gdy po całym dniu nie mogę sobie znaleźć miejsca, bo i na jednym boku i na drugim jest niewygodnie.Całe szczęście nie męczy mnie zgaga, nie puchnę, więc jest dobrze, ale bywają dni, że przez ciążowe hormony mam dość. Mam dość tego, że łapię zadyszki na schodach, że kopniaki synka są strasznie bolesne i że sikam na potęgę, szczególnie w nocy. Że nie mogę się normalnie wydepilować, bo po pierwsze brzuch zasłania mi sporo, a po drugie namęczę się przy tym jak po jakiejś górskiej wspinaczce. Że nie mogę normalnie pomalować i obciąć paznokci u stóp. Że coś bym zjadła, ale w sumie nie wiem co. Że się nie wysypiam, bo mi niewygodnie. Że każda zmiana pozycji sprawia mi problem. I bywają dni, że zbiera się tego tak dużo. Ale to normalne. Ciąża to wahania nastrojów i jazda bez trzymanki. Nie męczę Was dalej narzekaniami, bo obiad sam się nie zrobi.

Na koniec dodam, że nadal nie mamy wybranego imienia, z tym również ciężko. Ale powoli przymierzam się do kompletowania wyprawki, więc na dniach post o tym właśnie pojawi się na blogu. Wypatrujcie :)